Patrzysz na wypowiedzi wyszukane dla frazy: fotki grubych ludzi





Temat: szycie sukni slubnej
oj oj oj widzę, że teraz na grupie rozgorzenie ślubno - weselna
atmosfera

to zaczynajmy :)

Datę mamy - 23.06.2007
Kościół i ślub o 15.00
impreza zamówiona - w zeszłym tygodniu !!! jak to fajnie znać jeszcze
nieznaną nikomu piękną jak z bajki salę :) gdzie to zdradzę, jak
podpiszemy umowę i nikt nas z terminu nie wygryzie
zespół zamówiony - drogi jak jasna cholera ale 5 osób i 3 z tego po
Wyższej Akademii Muzycznej a poza tym sprawdzeni w bojach u rodzinki
(tańcowaliśmy do nich całą noc i tylko przy dobrym winku !!! są
świetni)
sukni jeszcze nie mamy - Aurelia w Niemodlinie robi fajne suknie choć
podobno kosztowne
zaproszenia sami robimy - cóż narzeczona ma zdolności plastyczne i
nawet kartki na święta robi własnoręcznie :)
o obrączki trzeba się postarać - słyszałem, iż np. w Nysie kosztują
nawet kilka stówek mniej niż w Opolu :)
ładne modele są na www.wkruk.pl :) choć mają tylko kilkanaście modeli
a w salonie widziałem kilkadziesiąt :)
męskie ciuchy to luzik - pewnie Prestige na Koraszewskiego bądź
Damrota
suknia - oj nie wiadomo :(
filmowania na razie nie mamy ale za to mamy przyjaciela który filmuje
- oby był wolny :)
zdjęcia - znam jednego www.czarnobiale.pl - zobaczymy :) podoba nam
się zobaczymy jak wyjdziemy z kasą

prawdę mówiąc jestem w lekkim szoku cenowym :)

pozdrawiam i życzę duuuużo szczęścia i małych stresów - no i starajmy
się nie pokłócić przed ślubem :)


| Dzieki za rady, widze ze rozumiesz moj dramat logistyczny :)

zebys wiedzial, juz mam powoli dosyc :-)

| - Restauracja jest zamowiona (juz od tamtego roku, gdzies we wrzesniu i to
| byl ostatni wolny termin na sierpien 2007).

to podobnie jak my, okolo wrzesnia zeszlego roku jedyny termin jaki byl, na
czerwiec - a byl dlatego, ze ktos tam wypadl

| - Filmowania nie bedzie (afuuj! nie cierpie jak mi ktos z kamera do
| talerza wjezdza, ludzie od razu zachowuja sie sztucznie, te filmy
| przewaznie wychodza tak oblesne, ze wolalbym tv-trwam ogladac, a jeszcze
| mialbym za to placic gruba kase?)

widzialem ostatnio dwa filmy z wesel na ktorych bylem i na prawde byly
swietnie zrobione, moze po prostu trafiales na jakis ludzi, ktorzy nie
potrafili zrobic porzadnie dynamicznego filmu?

| - Zdjecia zalatwilismy "na latwizne" - w ramach prezentu znajoma zapalona
| fotografka bedzie nam klikala. I tak by byla, i tak by robila fotki, wiec
| najwyzej zrobi wiecej. W dobie cyfrowek kazdy pewnie costam pofotografuje,
| to sie pozniej przejrzy i zbierze najlepsze fotki.

mysmy wczoraj pojechali zaklepac fotografa i filmowca i okazalo sie... ze na
nasz termin maja juz zajete - tam gdzie wybralismy :-(

| - zespolu nie bedzie - po przesluchaniu kilkunastu "polecanych"
| zrezygnowalismy zażenowani jakoscia chałtury, jak ludzie popija to na
| karaoke lepiej spiewaja... Pozatym ciezko znalezc zespol ktory bedzie gral
| to co nam pasuje, wiec bedzie "DJ" ktory z komputerka bedzie puszczal to
| co nam sie podoba, oraz prowadzil cala impreze, zabawial itd.

my mamy sprawdzony zespol, bylismy na chyba dwoch weselach, gdzie oni grali
i yla dobra zabawa, bo bywalismy tez na takich, gdzie bylo z tym
rzeczywiscie nieco gorzej ;-)

| - temat zaproszen jeszcze nie byl poruszany

a ja jak znajdziemy dzisiaj po poludniu czas to dzisiaj wysylam zamowienie
:-)

| - auto do slubu juz jest (nie wydziwiamy, jedziemy naszym po prostu)

no to witam w klubie, bo my tak samo :_)

| - aktualnie brakuje nam ciuchow i kasy...

sukienka zamowiona, reszta jeszcze nic a nic

a co do kasy, to jak zawsze.. :-)








Temat: TURYSTYKA
jam malutki czlowiek nie Guliwer i mnie jest naprawde wygodnie...jedyne co mi dokuczalo to bol kolana...wyelyminowalem go zakladajac kubelek..siedze nizej noge mam wyprostowana prawie i nic mnie nie boli nic nie dokucza poza brakiem zony,kiepskimi drogami ktore sa wszedzie....nawet w norwegii

a oto krotki opis...
rajd zaczalem o godzinie 7:30 w Ystad w niedziele...
i rzeczywiscie jechalo sie super bo w szwecji odbywal sie torg fest ( nie mam pojecia co to oznacza) ale drogi byly wybitnie puste stacje beznynowe pozamykane i byly problemy z tankowaniem a jak juz znalazlem czynna to byla oblegana niczym pszczoly do miodu pijana mlodzierza ktora nawalona byla w stanie zrobic chyba wszystko by tylko napic sie jeszcze troche...
przez stolice przejechalem doslownie w 10 minut bo miasto bylo pusciutkie...za stokholmem troche sie zmienia krajobraz i konczy cywilizacja powoli...czesciej spotykalem na drogach czechow,polakow czy niemcow niz autoktonow ...a jesli juz takowych spotkalem to z butelka w reku wesolo podspiewujacych...o godzinie 24:00 minalem miasto Ranea i zanocowalem na pustym parkingu...
nastepny dzien to szybki dojazd do granicy finsko szwedzkiej w miejscowosci haparanda gdzie napotkalem na najmilszych w zyciu pogranicznikow...pogadalismy chwilke zapytali co to za samochod bo takiego jeszcze nie widzieli i zyczyli milego pobytu w finlandii...
pare zakretow i bylem juz w rovaniemi gdzie mieszka swiety mikolaj...
podziekowalem mu za skarpetki ktore dostalem w ostatnie swieta zjadlem pogadalem z ludzmi wyslalem kartki i pojechalem dalej...
u swietego minalem kolo podbiegunowe co oznaczalo iz tam juz cos takiego jak noc nie istnieje...przynajmniej nie zachodzi slonko na dlugo bo o 1 w nocy jest widno...
finlandia kraj fotoradarow ,reniferow i wolno przemieszczajacych sie turystow...
po kilku godzinach jazdy znalazlem sie wmiejscowosci utsjoki ktora jest jednoczesnie granica z norwegia..tam znowu kilka zdjec i ruszylem do kirkenes ktore lezy nad morzem barentsa...
bylem twardy i krotkich spodenek nie zdjalem mimo ze temp. spadla do zaledwie kilku stopni...cala droge oczywiscie od granicy szwedzkiej z malymi przerwami lalo jak cholera...
potem wrocilem sie droga nrE6 do miasta karasjok do ktorego wjechalem cudem na oparach benzyny gdyz w zadnej miejscowosci miedzy tara bru a karasjok nie bylo stacjii...(181km)...tam bylem o 2 w nocy...znowu wszedzie pijana w sztok mlodzierz ...ide spac...wstaje 7:50 i po 15 minutach ruszam dalej...cel nordkapp
zdobyty o 14ej...swiat komercjii mega drogich gadzetow i hamburgrow za jedyne 30 pln..
wjezdza sie tam podmorskim tunelem (212metrow pod lustrem wody) po drodze mija sie wesolych kierowcow kamperow z niemieckich wyporzyczalni ktorzy jada srodkiem gdyz zdytnio sa przejeci widokami...barierek tam oczywiscie nie ma mimo ze przepascie czesto maja grubo ponad 200 metrow...jesli ktos sie boi wysokosci a bedziecie go tam wiezli zalozcie mu opaske na oczy przez mgle ktora przychodzi i odchodzi ciezko cos tam fajnie sfotografowac a powietrze jest tak niesamowicie czyste i dziwne ze chce sie tam zostac przynajmniej do rana.. wstep na sam nordkapp 200 koron plus wjazd na wyspe tunelem wspomnianym 145 koron w jedna strone
tam spedzilem jakies 3 godziny i ruszylem na poludnie trasa nrE69 ktora mnie doprowadzila do trasy nr 6 ktora sie ciagnie od kirkenes na samo poludnie do oslo i dalej do szwecjii...
nocleg gdzies za alta nie pamietam gdzie bo juz bylem padniety...
nastepny dzien wstaje o 9ej i ruszam...kierunek lofoty...
po drodze plyne promem z olderdalen do lyngseidet
nareszcie wychodzi slonko w koncy sa piekne fotki...
niestety tylko 6 godzin...potem znow chmury i deszcz...do godziny 24:00jade non stop podziwiajac przepiekne i tajemnicze lofoty...nocuje na pieknej plazy gdzies 100km przed moskens skad odplywaja promy do bodo...zalapalem sie fartem na taki prom tylko dlatego ze sej jest naprawde malutki i inne autka sie nie zmiescily...4 godziny pozniej jestem w bodo i jade juz na poludnie...
poniewaz pogoda nadal nie zachwyca a prognoza jest zdecydowanie zniechecajaca rezygnuje z atrakcjii po drodze i lece do szwecjii w ktorej laduje okolo 23:00
do ystad dobijam kolo 10ej rano po malym postoju na sen kolo geteborga...
kraje..
finlandia
piekna,pusta,urzekajaca,pelno fotoradarow w miare tania a kolejny plus to euro...
norwegia
wszyscy pieknie mowia po angielsku,dluga a na polnoc od trondheim sa drogi czasem gorsze niz u nas rozkolejone i dziurawe okropnie,niesamowita,tajemnicza,ludzie niesamowicie uczynni,pomocni... napewno tam kiedys wroce
szwecja.
nie przypuszczalem ze tylu tam pijakow,fascynatow starej i amerykanskiej motoryzacji,czesto pytali co to za samochod mam taki dziwny...

za 2-3 dni kilkadziesiat zdjec z tego rajdu bedzie na mojej stronce i wtedy pochwale sie linkiem...
ktos zapyta po cholere taki rajd uskuteczniac? malo zwiedzil,malo zobaczyl,ciagle padalo!
odpowiedz ...bo tak i juz
co do kosztow z prezentami dla licznej rodziny,paliwem zarciem oplatami za kilka promow,autostrady ubezpieczenie podrozy wyszlo 6500pln...
tak jak przewidywalem





Temat: Spadek mocy po smarowaniu SLAVIA 634
Jaki z tego morał Chyba w tej fabryce wiedzieli co robią i skoro sobie pozwolili na tak ciulową prowadnice musiał być tego jakiś powód, bo mogli od razu pakować coś lepszego i sprzedawać ją o 5zł, drożej na jeden h..j by wyszło
A może sprężyna jest już bardziej zwichrowana i prowadnica zbyt dopasowana

Przypomniała mi się historia jak byłem na szkoleniu w FSO i tam "inżynier kierownik" nam opowiadał, że zdarzały się egzemplarze POLONEZA które na torze testowym robiły masakrę :diabelek:
Były dużo lepsze od reszty a niby takie same,na chamowni dużo większa moc moment normalnie nie to auto :!!: Ale dlaczego
Więc rozbieramy i badamy temat, miesiąc w plecy nic nie znaleziono a po złożeniu zwykły szarak,tak jak reszta Poldków w granicach ich tolerancji :diabel:
Może ta twoja wiatrówka była jakimś lepszym egzemparzem
A może do cylindra za dużo dałeś czegoś, porównaj jak auto z dużą prędkością wjeżdża do kałuży tam może zachodzić podobny efekt

Ja mam taką Slavke od 5dni i narazie co mogę o niej opowiedzieć to jest naprawde mocny karabinek, używając przeciętny śrut Crosman Pointed za 12,99 4.5 z 10m przebiłem blachę od radia samochodowego :kości: tzn strzelałem do radyjka (oczywiście denata) i śrut lądował w środku a jest to dosyć gruba blacha, a z 30 m cegły pod tarczą sie kruszą a puszka po farbie w sprayu przebita na wylot i nawet się nie przewraca :kości:

Uważam, że jest dość dobry wynik więc nie mam zamiaru jej rozkręcać dopóki nie będzie to konieczne, a brzęk sprężyny mi wcale nie przeszkadza, jak dla mnie człowieka który wystrzelał dziesiątki tysięcy śrutu z Chińskich szajsów to i tak komfort jest na dużym poziomie. :D

Coś malizną mi pachną te super przepisy na tuning :: To tak jak do auta se strumiennice wpakować i stożkowy filtr powietrza poza głośniejszą pracą i gorszymi spalinami dla naszego środowiska nic się nie zmienia tylko kasę wydajemy i wierzymy w to co nam miała dać dana czynność i tyle
Wkońcu Tomasz (czyli niewierny) mam na imię i dopóki sam tego nie przerobie na własnej skuże to nie uwierzę w to co ludzie wypisują, bo w sumie każdy kto o tym mówi ma w tym interes bo albo on sam albo ktoś z jego znajomych handluje takimi rzeczami
Dla porównania ile trzeba zapłacić za 1kg smaru Molibdenowego w hurtowni lub sklepie motoryzacyjnym jakieś 25zł a na allegro kupujemy specjalny smar do wiatrówek i za 80gr płacimy 9,99 + przesyłka to samo prowadnice, co prawda nie każdy ma dostęp dp tokarki czy suwmiarki lub materiału ale nie mam nic do ludzi którzy se radzą ze sprzedaży i zarabiają własną wiedzą ale tak wkońcu ma być.
Ale nie chce mi się wierzyć, że w fabryce zbrojeniowej nie mieliby np. smaru coś w tym jednak jest

Nie chcę jednocześnie nikogo obrazić ani oskarżać, ale mamy prawo do wypowiadania własnych opinij na różne tematy i ciekaw jestem czy ktoś podziela moje zdanie czyli"Jeżeli nie jesteś super fachowcem lub masz znikome doświadczenia na jakiś temat nie poprawiaj fabryki"

Z zawodu jestem mechanikiem i z autopsji wiem że takie rzeczy to tylko w erze i bez powodu inżynierowie i projektanci dostają tak duże pensje,na pewno nie za to że co drugi internauta jest od nich lepszy to może powinni się na miejsca zamienić :diabel:

Dla przykładu podam sytuację:Na allegro zwiększ moc swego auta o 5% za 10zł, Chip tuning tylko podaj typ silnika bo muszę dobrać wartości dla twojego auta.Ok myśle sprawdzę co to za wariat za 10zł zwiększ moc o 5% to jakaś super promocja albo wolontariusz
Przysłał mi 3 rezystory (cena jednego w sklepie to max 5gr) i fotke które kable mam poprzecinać i poprostu ominąć czujnik temperatury zasysanego powietrza to coś jak jazda maluchem na ssaniu, mocy nie będzie ale spalanie za to jak w POLDKU

Więc ten cały rynek działa na dobrym pomyśle na zarobinie kasy, a nie na pomocy bliźniemu, no może 2% ma dobre chęci :kości:



Temat: Daystate Mk3
Hmm... jak by je porównać.
Ok, spróbuję. Choć nie jestem znawcą optyki tak jak niektórzy ludzie (Yaro, Cypis, Porębski), to postaram się naświetlić conieco.

Siatka.
BT: Bardzo przyjemny Mildot. Nie jest za gruby ani za cienki (w ciemnym polu nadal widać krzyż i nie trzeba wysilać wzroku), choć bardziej jestem skłonny powiedzieć, że jest "cieńszy jak grubszy". Mildot w kształcie kropek. Wymiarowy Mildot pokazuje się nam na przybliżeniu x9
LS: Mildot na pierwszy rzut oka podobny do tego w BT, jednak na dolnej belce parzyste odległości są przedłużone kreską o odpowiedniej długości (na drugim ma długość 2mil, a na 4 - 3mil)

A tak wygląda poglądowy rzut:

Fotki z instrukcji.
Mocnym punktem Light Streama jest fakt, że siatka jest w pierwszym planie (FFP) i niezależnie od powiększenia zmniejsza się i zwiększa krzyż. Przy powiększeniu x4,5 to cieniutkie włoski grubości pajęczyny. Przy x14 jest już troszkę za gruba, ale nadal funkcjonalna. Poprostu nie trzeba brać poprawek na doty w zależności od powiększenia. Na każdej nastawie odległość między dotami będzie się zawsze równała 1mil.
Przyjemną dla oka grubość krzyża mamy na powiększeniu od x6 - x8-9

Obraz:
W słoneczny dzień widać róznicę w obrazie, choć nie jest ona tak mocno widoczna jak np. przy zmierzchu lub po zachodzie słońca.
Trophy daje przyjemny ciepły bursztynowy obraz (podobnie siatka), LS jest trochę zimniejszy - barwy są bardziej stonowane.
Różnice mocno uwidaczniają się przy słabszym świetle. W Trophy zaczyna "mleczyć" kiedy Light Stream nadal prezentuje ostry i kontrastowy i co ważne - jasny obraz. Podobnie sprawa się ma, gdy chcemy obserwować kontrastowe, drobne przedmioty - np. źdźbła traw. LS, co tu dużo mówić, nie pozostawia suchej nitki. W lunecie widać każdy paproszek na celu.
Trophy troszkę zniekształca obraz na samych krawędziach, przy celowaniu nie jest to widoczne, a dopiero wtedy, jak chcemy to zobaczyć.

Mechanika.
Stwierdzenie "duża różnica" byłoby raczej słabym porównaniem.
Ale do rzeczy:
BT: Pokrętła na końce palców nieskalowana podziałka, przesunięcie 1/4 cala na 100m. Przy klikaniu słychać wyraźne kliki. Trzyma nastawy.
LS Pokrętła typy target. Wystające z tubusa, z podziałką na pokrętle i pod pokrętłem, wyglądają jak by się je dało zerować, ale jeszcze nie wiem jak . Kliki chodzą jak w czołgu - bardzo wyraźny klik przy kręceniu. Absolutnie nie ma mowy o przestawianiu się nastaw. Jak sam producent pisze. Luneta wytrzumuje przeciążenia 1000G.
Przesunięcie o 1/8" na 100yrd (luneta angielska to i wartości angielskie - w sumie karabin też - musiałem kupić komplet imbusów calowych, bo metrycznymi nie dało rady kręcić.

LS posiada regulowany objektyw od 15 jarda, choć dobrze ostrzy na mniejszych odległościach (w zależności od ustawienia powiększenia). Zaciemnienie obrazu ma szybkie przy zejściu z linii celowania, Bushnell wypada nieco gorzej. Nie ma AO (ale to akurat nie jest problem), zaciemnia trochę później.

Generalnie, mimo faktu, że Bushnell "trofik" to bardzo fajna lupka na sprężynę, to trudno porównywać obie lunety. Jak by nie było Trophy to lupa z przedziału "Entry Level", a i tak ma bardzo dobre opinie wśród strzelców wiatrowych właśnie ze względu na przyzwoity obraz (przedział cenowy), bardzo dobrą siatkę i wytrzymałość na kopiących karabinach.

Jedyną przewagą małego Bushnella jest to, że jest o połowę lżejszy. Light Stream waży ok 0,6 kg i czuć to na karabinie. Coś za coś.

Jak mi się coś jeszcze przypomni to napiszę



Temat: TACTOn
Jako ze nie ma na forum działu crash test zgodnie ze wskazowkami daje ten test tutaj . A dlaczego ? poniewaz wielu ludzi wyrobiło sobie złe zdanie o tych garach tylko na podstawie opinii innych . Oka przechodzimy do rzeczy

Chciałbym zaprezentować wam crash test zestawu perkusyjnego Tacton . Firma ta niestety juz nie istanieje , a siedziba mieściła sie w Niemczech . Opisywany zestaw został zrobiony w ostatnim roku produkcji . Wcześniejsze wypusty tej firmy nie należały do wybitnie udanych , ot taki niby polmuz -amati -szpader . Moj egzemplacrz jednak zasługuje na test .
1. Zestaw robiony był ręcznie w Niemczach nie na żadnej taśmie w Wietnamie
2. Drzewo jest suche dobrej jakości ( niestety nie wiem jakie to drzewo )
3 Hardware które zostało jest cięzkie grube , stabilne i nie bierze go rdza .
4 Okleina jest dobrej jakosci, nie odchodzi od drewna itd.

Zacznijmy test :
- centrala 22x16 . Bęben ładnie wykonany stabilne nóżki dobry chrom , drewniane obręcze , strojony na 8 śrób na strone . Na moim założone remo pinstripe uderzany i aqurdian jako reznonans . Nad centrala trzeba troche posiedzieć . PO dokładnym nastrojeniu , uzyskałem głebokie ładne brzmienie , a gdy do srodka włożyłem kocyk pozbyłem sie niemiłego buczenia . Dołu ma raczej mało ,ale w bębanch tej klasy to narmalka
- tom 12 " - bardzo fajny , szybko sie go stroi ( 6 śrób na strone ) , nie buczy ładny bas , ogólnie jak na tą klase
to nie spodziewałem sie takiego brzmienia . Na górze remo pinstripe na dole no name .
- tom 13" - to samo zdanie co do 12" . łatwy w stroju ( 6 srób na strone ) . Dobrze sie zgrywają ze sobą . przy przejsciu pieknie grają . U mnie na gorze remo pinstripe , dół no name .
- floor tom 16" - chyba najgorsza część zestawu . Ogólnie nie lubie floortomów 16" , wole 14" . Moj ogzemplarz buczy charczy , nie wiem jeszcze co robi . Nawet jak juz go nastroje jak chce i jest nieźle to po godzinie moze 1,5 rozstaraja się ( 8 śrób na strone ) . Może nylonowe podkładki by pomogły . Ewentualnie inny rezo bo w tej chwili jest dowhań , na gorze remo pinstripe .
Werbel mam jurczuka , ale na tactonie od tego zestawu grałem więc mogę co nieco powiedzieć .
- Werbel 14x5,5 metalowy . Dla mnie klasa entry level , jednak o klase albo dwie lepszy niż te metalowe power beaty , mapexy q , czy orbitrone . Tactona da sie w miare szybko nastroić . Denerwował mnie tylk ten bardzo metaliczny pogłos . Egzemplarz miał naciągi - góra- evans g1 , dół jurczuk . Spręzyny od pearla 20 strun . Mechanizm od naprężenia sprezyny ok. nie psuł sie nie dzwonił . ogólnie jak na ten sprzet to w skali od 1-6 to 3+, 4- .
Statyw łamany - fajny cięzki grube ramiona , dobra regulacja . dużo chromu rdza go nie rusza .
To chyba tyle, ogolnie opisany zestaw zagrał ok 30 koncerttów , w róznych miejscach , sale ,puby , stadiony . Poprzedni wlaściciel bardzo o niego dbał . Mam demo nagrane na nim i brzmienie mi sie spodobało .
Polecam zestaw początkującym , jest na pewno o wiele lepszy niz te najtansze basixy , taye , mapexy itd.
Na zdjęciu składanka statywów : yamaha,amati,polmuz ,mapex
Fotki w dziale ze swoim sprzętem ....



Temat: Ocean Majesty


Mala anegdotka:

W uroczej dzielnicy Paryza Montmartre jest nieuduza knajpka (nazwy niestety
nie pomne). Swego czasu do jej wlasciciela przychodzili biedni malarze,
ktorym  proponujac namalowanie czegos ciekawego na scianie w zamian za zupe
cebulowa, ktora byla dla nich czesto nieosiagalna. Dzis dziela tych ludzi
sprzedawane sa za grube miliony dolarow w eleganckich domach aukcyjnych, a
kazdy metr sciany w owej knajpce wart jest ogromnych pieniedzy.

Nie twierdze oczywiscie, ze za kilkadziesiat lat moje zdjecia beda rownie
cenione. Chce tylko powiedziec, ze nie zawsze to co dziwne i nietypowe
nadaje sie tylko do wyrzucenia do smieci.


Coz za skromnosc ;)
Zdjecia to nie obrazy. Ich wartosc moze wzrosnac jedynie w przypadku,
gdy na statku cos sie wydazy i lokalna gazeta czy telewizja
ogolnokrajowa bedzie szukala fotki do newsa.


Schodzac na ziemie. Moim celem nie bylo wywolywanie malego skandalu. ;) Po
prostu wychodze z zalozenia, ze nawet jesli nie wszystkim podobaja sie moje
foty, to moze przynajmniej niektorzy znajda cos ciekawego do siebie. Statki
pasazerskie odwiedzajace Gdynie to temat jak najbardziej zwiazany z
Trojmiastem. Natomiast post zostal oznaczony, zgodnie z wczesniejszymi
ustaleniami, przez dodanie "[foto]" w temacie. W koncu na grupie poruszane
sa rozne tematy i nie kazdego np. interesuje, gdzie w Gdansku mozna znalezc
dobrego stomatologa, czy w Gdyni kupic kalmary. Raczej jednak nikt nie
krzyczy, ze ten czy inny post nie powinien sie tutaj pojawic.


Tu nie bede dyskutowal, tylko sie ustosunkuje: zdjecia sa TG.


Co do krytyki, to jest zawsze mile widziana, pod warunkiem, ze jest to
krytyka konstruktywna, czyli mile widziane sa argumenty, dlaczego cos jest
dobre, czy zle. Nie moge oczywiscie obiecac, ze wszystkie uwagi bede
uwglednial, wszak chodzi takze, by miec jakis swoj indywidualny, choc moze
troche szalony w moim przypadku styl. W kazdym badz razie krytyke traktuje
bardzo powaznie.


Osobiscie zawsze narzekam na pochyle kadry. W tej kolekcji (moze to
przypadek) udalo ci sie pochylic zdjecie w dobra strone- ciezki statek
"zjezdza", co go przyspiesza, a nie, jak na twoich poprzednich
zdjeciach, spowalnia. Tylko na cholere ten rozmazany, cukierkowo zolty
poler na pierwszym planie? Na dodatek tak glupi obciety. Ja bym tu dal
kadr wyzej- wiecej nieba, mniej wody.
Poza tym te kontrasty. Nie wiem, jak to robisz (ktos sugerowal
Photoshop/GIMP), ale kontrasty na twoich zdjeciach sa nieprzyjemne.
Niekiedy wychodzi przez to cukierkowe zdjecie. Ze statkami mam troche
doswiadczen i wydaje mi sie, ze za bardzo je upiekszasz- pasazery sa
bardziej zadbane od innych statkow, ale nie sa slodkie (to osobiste
wrazenie).





Temat: Przegląd prasy internetowej.
Będę w tym temacie komentował pewne informacje pojawiające sie w portalach internetowych.

Zaczynamy.

Źródło : http://wiadomosci.o2.pl/?s=257&t=437712

Nazwiska członków rządu w katalogach IPN


10 posłów i 3 senatorów zarejestrowały tajne służby PRL jako swych współpracowników - wynika z trzeciej transzy katalogów IPN, opublikowanych we wtorek. Wśród nich jest 4 parlamentarzystów PO, 3 - PSL i LiD, 2 - PiS i jeden niezależny. Wymienieni zaprzeczają swej współpracy.

IPN ujawnił we wtorek w internecie swe katalogi co do premiera i członków obecnego rządu oraz posłów i senatorów, wybranych w ostatnich wyborach. IPN publikuje w internecie informacje, jakie akta zachowały się na temat danej osoby.


I teraz dlaczego zainteresowałem sie tym tematem.


- Posłanka PiS, b. wicepremier Zyta Gilowska była 26 marca 1986 r. zarejestrowana przez lubelski kontrwywiad jako TW "Beata". IPN przypomina, że Sąd Lustracyjny uznał za prawdziwe jej oświadczenie lustracyjne zaprzeczające współpracy.


- Niezrzeszony senator Włodzimierz Cimoszewicz był w 1980 zarejestrowany jako kontakt operacyjny wywiadu PRL ps. "Carex"; w 2001 r. Sąd Lustracyjny uznał za prawdziwe jego oświadczenie zaprzeczające tej współpracy - przypomina katalog IPN. "Nie miałem żadnego wpływu na to, co zapisywano w dotyczących mnie aktach. Sam poznałem je po wielu latach, dopiero przy okazji postępowania lustracyjnego" - napisał Cimoszewicz w oświadczeniu przekazanym we wtorek PAP.


- Senator PO Marek Konopka został w 1982 r. zarejestrowany jako tajny współpracownik kontrwywiadu wojska PRL ps. "Marzena", w celu "rozpoznania stanów zmiennych". Wyeliminowano go z sieci agenturalnej w październiku 1983 r. z powodu odejścia do rezerwy. Materiały zniszczono. "Jestem zszokowany" - mówi Konopka, który "kategorycznie zaprzecza", by był agentem. Dodał, że w 1981 r. powołano go do zasadniczej służby w wojsku.

Czy taki publikacje nazwisk, nie podważają zasadności działania IPN ?
Po co oczerniać ludzi, którzy później w sądzie lustracyjnym bez większych problemów uzyskują wyrok przeciwny do komunikatu IPN ? A co za tym idzie, czy można ufać archiwum byłych służb specjalnych ?
Przypuszczam, że pracowali tam ludzie, którzy chcieli się wykazać przed przełożonymi, ale nie bardzo wiedzieli jak, nie mieli efektów w swojej działalności operacyjnej to wymyślali i fabrykowali fałszywe teczki.
Czy w związku z tym, nie jest zasadne to co kiedyś proponowano czyli metodę grubej kreski. Zapominamy o tamtych czasach bo i tak nie ma szans na dojście do prawdy ze względu na wiele zniszczonych archiwów czy nadal dajemy zarobić prawnikom i mediom ? Będą mieli co robić i o czym pisać.

A teraz coś zupełnie z innej beczki...

http://www.trybuna.com.pl...code=2007120409

Głupiejemy w oczach


Polscy uczniowie zajęli 23. miejsce w zorganizowanym przez OECD teście kompetencyjnym PISA, badającym umiejętności i wiedzę 15-latków. Należymy do edukacyjnych średniaków, a do krajów zajmujących czołowe miejsca w rankingu, jak Finlandia, Hongkong czy Kanada, bardzo wiele nam brakuje.

Ciekawi mnie z czym to jest powiązane. Coraz więcej polskich dzieciaków ma dostęp do internetu, który jak wiadomo jest kopalnią wiedzy. Ale czy wykorzystują to źródło ? Wątpliwe, lepiej pograć w gry on-line, pogadać na gg czy latać po serwisach typu mojageneracja, fotka i innych blogach.
A założenie rodziców zakładający swoim pociechom był pewnie inny, "bo teraz wszyscy mają", "bo potrzebne do nauki".
Czy dostęp do esencji wiedzy jaka jest w internecie - mnóstwo stron ze streszczeniami, opisami i opracowaniami, nie ma odwrotnego skutku ? Taki nastolatek mając przeczytać Potop czy Pana Tadeusza mówi sobie, po co mam sobie zajmować tyle czasu na czytanie, jak streszczenie i opracowanie mogę znaleźć w kilka minut w googlach, a zmiast tego pograć sobie w jakieś gry po sieci czy pogadać ze znajomymi z klasy, szkoły z którymi się rozstali godzinę temu.
Po tym wszystkim co się dzieje zaczynam się zastanawiać czy odsyłanie wszystkich po wiedzę do googli nie jest sprowadzaniem dzieciaków na złą drogę. Nawet jak chodzi o jakąś prostą sprawę dotyczącą sprzętu, oprogramowania to taki przedstawiciel młodzieży uczy się, że w internecie można wszystko znaleźć i dochodzi do wniosku, że nauka mu niepotrzebna i może sobie poświęcić czas na zapychanie szarych komórek wiedzą na temat jak przejść kolejny etap w COD.



Temat: Cała prawda o PKP i ich stosunku do pasażera
W ostatni weekend marca pojechałem na Śląsk i wybrałem do tego piątkowy kurs
pośpiecha z Poznania o 23.40. Niestety był strasznie nabity toteż przez całą
podróż nie zmrużyłem oka, niestety... No ale cóż, takie to uroki podróżowania
PKP. Myślałem, że już nic gorszego nie może mnie spotkać, a jednak prawdziwym
horrorem był mój niedzielny nocny powrót do Poznania. Już w Gliwicach pociąg
miał piętnastominutowe opóźnienie, ale myślę sobie, że to w końcu normalne. W
przedziale byłem tylko z czterema osobami, próbuję więc zasnąć. W końcu w
poniedziałek rano zaczynałem pracę. Dysponowałem biletem weekendowym, pociąg w
Poznaniu miał być o 5.55, więc sobie myślę, że jak nawet o te 10 minut
przekroczę czas ważności tegoż biletu, to się nic nie stanie. Niestety mimo
wszystko nie byłem w stanie zasnąć, na korytarzu kręciło się kilku żuli głośno
się zachowujących, męczyłem się więc jakąś godzinę by końcu grubo po północy
zapaść w upragnioną drzemkę. Wiele nie minęło, a tu nagle koło 2.00 wchodzi
konduktor, zapala światło i zaczyna sprawdzać bilety!!!! O 2.00 w nocy!!!!
Krzyczę więc by je zgasił, bo mnie oczy bolą ledwo co ze snu wyrwane a ten ma
to gdzieś. TAK OTO PKP TRAKTUJE SWOICH KLIENTÓW, URZĄDZAJĄC IM COŚ NA KSZTAŁT
ESBECKIEJ REWIZJI. Na odchodnym każe jeszcze wszystkim się przesunąć i wpuścił
z korytarza jakiś kolesi, co spowodowało, że po 15 minutach to ja musiałem
wyjść, bo ruszyć się na miejscu było już nie sposób. Gdy już tam jestem, w
pewnym momencie pociąg się zatrzymał i tak stoi i stoi. Po jakiejś godzinie
ludzie zaczynają się niecierpliwić. Niestety znowuż obsługa pociągu nie uznała
za stosowne poinformować swoich klientów o zaistniałej sytuacji. BO I PO CO PKP
MIAŁOBY TO ROBIĆ? A okazało się, że zerwała się trakcja elektryczna i stoimy
jakieś 10 minut jazdy od Wrocławia Głównego. Ci co mieszkali we Wrocu poszli w
kierunku ulicy przebiegającej obok, by podjechać autobusem nocnym. Ja
postanowiłem znaleźć konduktora, ale nie było to takie proste. Sporo osób było
już poza pociągiem, stali na sąsiednim torze, a tu nagle z przeciwka pędzi
jakiś pośpiech. Wszyscy odskoczyli dosłownie w ostatniej chwili, w tym i ja -
było to mrożące krew w żyłach przeżycie. Idę wzdłuż wagonu i wreszcie widzę w
oknie dwóch konduktorów – jeden mówił do drugiego, że jednak ludzie nie powinni
tam chodzić bo dojedzie do tragedii (co za refleks!). TAK OTO PKP DBA O
BEZPIECZEŃSTWO SWOICH KLIENTÓW!!! Dopiero kolejne pociągi mijały więc nas z
prędkością pieszego. Była już wtedy 4.00 gdy proszę konduktora o przedłużenie
ważności mego biletu weekendowego, bym jakimś autobusem dojechał na Wrocław
Główny celem kontynuowania innym pociągiem powrotu do Poznania. Niestety
konduktor mówi, że nie jest władny tego uczynić, a na moje stwierdzenie, że o
8.00 zaczynam pracę, stwierdził, że to nie jego problem. W sumie czego mogłem
się spodziewać? Byłem bez pieniędzy, otrzymałem zapewnienie że pociąg ruszy
rano, postanowiłem więc zostać, a o 8.00 dzwonić do roboty. Sieć trakcyjna
zwisała na tym pociągu na wysokości okien i drzwi, ale nie wiadomo czy była pod
napięciem, więc nikt jej nie dotykał, ale i też nie trudno było na nią wpaść:

http://img368.imageshack.us/img368/5393/fot00011qj4.jpg

Dziwne było jednak to, że zamiast pociąg ten od razu wycofać i puścić po
sąsiednim torze, to pracownikom PKP operacja ta zajęła pół nocy! Ruszyliśmy
koło 7.00, docierając do Poznania z czteroipółgodzinnym opóźnieniem, a nie jak
na fotce poniżej – tylko 240-tu minutowym;-)

http://img169.imageshack.us/img169/7630/fot00012ry5.jpg

Słowem – cała nasza polska PKP.





Temat: Zimowe Bory Tucholskie (długie)


Pobudka nastąpiła o 4:30. Jedno spojrzenie za okno sprawiło, że
wszystkie czynności związane z doprowadzeniem się do stanu dziennej
używalności zintensyfikowałem - otóż Łódź przykryła gruba warstwa
białego puchu. O 5:30 przedzierałem się już przez zaspy. O 6:00, z
pomocą tramwaju linii 12, zameldowałem się na Dworcu Łódź Kaliska,
spotykając przy okazji kolegę Foresta (bezsenność? ;-)).


Wstałem z ciekawości i nie żałuję.

Zabrałem ze sobą psa. Nie spodziewałem się jednak takiej śnieżycy, idąc na
stację przecierałem szlak na chodniku.Jak byłem pod estakadą koło Kaliskiego
zauważyłem tramwaj linii 12 wyjeżdżajacy z ul. Kopernika. Zanim tramwaj zdążył
dojechać do przystanku ja stałem juz przy wyjściu na dworzec z przejścia
podziemnego pod Al. Bandurskiego. Po "promocji dłoni" podążyliśmy do budynku
stacji. Ludzi ze względu na okres feryjny spora ilość.


Niestety nie
dane było nam pogadać, bowiem do akcji włączyła się pani kasjerka...


Niestety nie... Kwitnięcie przed okienkiem rozpoczęło się ok. 6:05, chwilę
staliśmy razem przy kasie (ja obok), jednak ze względu, iż mój pies chciał
oblać murek poszedłem usiąść na ławeczce.

Sporo ludzi ustawiało sie za kupującym Bartkiem, ale wiekszość przechodziła do
kasy obok, gdzie gdy było wolne kasjerka pukała w szybkę i wołała "allloo!" ;-)
Najbardziej rozbawiła mnie grupa 3 kolesi, którzy albo byli czymś bardzo
podnieceni, albo pod wpływem... Zachowali się dziwnie. Drudzy, którzy
wzbudzili nie mniejszy uśmiech na mojej twarzy zupełnie zdezorientowani
dwaj "toksyczni" panowie z wielkimi walizami (i karkami)... Bo za nimi stały
panie, ale przeszły czym prędzej do kasy obok, a oni tak dziwnie się na nie
popatrzyli... Na siebie, na nie, na siebie, na nie i taką dziwną miną. ;-)


Zasugerowana przez kolegów z PMK trasa, która winna znaleźć się na
bilecie niestety nie dała rady - w paradę weszła stacja Lipowa
Tucholska. I choć kasjerka czyniła rozmaite sztuki - zużyliśmy łącznie 6
blankietów, w ruch poszła mapa sieci kolejowej, cegła i kasjerka z
okienka obok - to w końcu od kasy odszedłem z trzema blankietami (była
6:23, a odjazd mojego pociągu o 6:26) - jeden do Bąka, drugi z Bąka do
Gdańska Wrzeszcza, a trzeci to dopłata na pośpiecha. W sumie rozwiązanie
tylko nieco mniej korzystne cenowo od proponowanego, a przynajmniej
bilety w nietypowej relacji zasilą kolekcję.


Tak... ciężko było z tym biletem...


Dzień kolejowy zacząłem bydgoskim (!) kibelkiem obsługującym połączenie
17221 Łódź Kaliska - Sieradz. Zapełnienie ok. 60-70%,


Po kupnie biletu szybkim krokiem ruszyliśmy na peron 3, obok kibla do Sieradza
stał kibelek służbowy do Łodzi Olechowa. Zamnieniliśmy kilka słów i tyle...
Fajnie śnieg zdmuchało z dachu jak ruszał, dobry materiał na fotkę...

Pozdrawiam.

Forest





Temat: Tak się podpierdziela Kolację Hellraiser"a :w00t:

na fotkach to wiesz co widać BA jest niewiele większy od i780, ale ekran w nim zajmuje pawie całą powierzchnię. W i780 zajmuje połowę, więc jest o mniej więcej połowę mniejszy. Co przy 2x większej rozdzielczości wiadomo co daje
tego tak nie można opisać póki się nie zobaczy...
W N800 mam 800x480 , a ona ma tylko troche dłuższy ale nie wyższy ekran od BA... i jakoś tak duża rozdziałka idealnie wygląda i nie trzeba się męczyć żeby to odczytać...
Zresztą na BA ten ekran jest za duży jak na tylko qvga , przecież ja na nim bez problemu pixele widze


problem jest tu, że kabel będzie potrzebny zawsze wtedy, kiedy akurat go nie wezmę. To samo mam z BA Może Tobie to nie przeszkadza, mnie owszem
po prostu nie nosisz ze sobą plecaka bądź jakiejś saszetki...
Ja praktycznie gdzie się rusze mam plecak , a w nim potrzebne mi rzeczy. Od scyzoryka, przez różne kable, tasmy, pare narzędzi na długopisie, portfeli i fajkach skończywszy...
A przy piwie w pubie na kij Ci miniUSB? Barmance będziesz patchował myszke albo TestPointa przecinał?



a trafiałeś paluchem jak należy?

w WM6.5 tak A to co było małym szlaczkiem elegancko się touchpad z myszką sprawdza



czyli będę reanimował BA Muszę poszukać taśmy w takim razie.

zobacz tą aukcje co zapodałem za niecałe 200zł jest BA i to 5sztuk


(choć ja na pro dorwałem coś czym da się regulować taktowanie)
nom jest coś takiego , możesz w zależności od wykorzystania ustawić mu prędkość ale tylko w dół... to się zwie nueDynamicClock :


Przekopię pdaclub, może są jakieś w miarę szybkie romy, nie? :hmm;
Rom to nawet jakbyś z komsosu wziął to Ci nic nie da... Fizycznie procek nie wyrabia z tą rozdziałką więc co Ci tu rom pomoże?
Coś się tak na niego uparł?
Każdy Ci radzi szczerze i780 bo to dobra maszynka , a ty w tego wielkiego ( bo nawet p990 z klapką tak gruby nie jest jak G900 ) się pakujesz...


tylko on ma chyba 64mb ramu, co może uprzykrzyć życie.
Jeżeli nie będzie TouchFlo to nie będzie przeszkadzać MobileShell 3 zajmuje w ramie ok 5-6MB co w porównaniu do TouchFlo , które ma czasami i do 80MB jest niczym,,, a jakie możliwości są w MShellu3!


Takie niedoje*ane, jakby ktoś z inżynierów o czyms zapomniał
o głupim sterowniku grafy... jakby tylko to tam wrzucili było by o 180* inaczej, a tak mamy coś fajnego ale mega wolnego...
Podejrzewam , że Toska jak HTC nie wykupiło części procka odpowiedzialnego za akceleracje i z tąd te jaja...
Jak w HTC mamy armie ludzi na XDA i doszli jak odblokować akceleracje to w Tosce za bardzo nie ma nikogo...



Temat: czas zabrać się za siebie+Historia Mojego Tycia
witam wszystkich ktorzy choc na moment wpadna i zerkna w moje dzienniczek!

doradzono mi go zalozyc (mysle,ze to dobry pomysl), tak wiec postanowilam, ze tak zrobie i bede sie z Wami kochani dzielic wlasnymi przemysleniami, sukcesami, a moze i nawet porazkami.
powiem jasno, nie jest nikomu latwo zgubic zbedne kg. wszystkie nasze przyzwyczajenia zywieniowe sa glownym powodem naszego tycia. brak silnej woli i samozaparcia tez.. a i nieswiadomosc co powinnnismy jesc rowniez...

postanowilam zakonczyc Historie Mojego Tycia, ktora trwa od kilku dobrych lat.. teraz- gdy juz zdalam sobie sprawe co jest przyczyna Mojego Tycia, postanowilam polozyc temu krtes i ostro wziac sie do roboty za siebie, bo tak dluzej byc juz nie moze. nie chce wygladac, tak jak wygladam i nie cce faszerowac swojego biednego organizmu tymi swinstwami,ktorych dostarczalam w postaci jedzenia..

Historia Mojego Tycia siega dawnych czasow. pamietam jak bylam szczupla 10-latka. brat starszy ode mnie o 5 lat trenowal koszykowke. byl sportowcem i przyszloscia rodziny. wszyscy pokladali w nim ogromne nadzieje,ze bedzie znanym zawodnikiem najpopularniejszej warszawskiej druzyny koszykowki. zaczynal od klubu, gdzie ja sama juz w takim wieku trenowalm z siostra (starsz o 2 lata) siatkowke. brat zawsze pil rozne napoje pomagajace przy wysilku. uzupelnialy peirwiastki w organizmie i byly bardzo dobre. ale niestety...... dla niego. wlasnie od tego czasu zaczela sie Historia Mojego Tycia.. zaczelam popijac te pyszne napoje i chyb pilam za duzo a za malo mialam wysilku fizycznego. w niedlugim czasie przytylam strasznie. byl to okres gdy mama byla dlugo w szpitalu, a dom prowadzil tata. nie zorientowal sie co sie ze mna dzieje. zauwazyl,ze przytlo jego najmlodsze dziecko,ale sadzil, ze to stres w zwiazku z dlugim pobytem mamy w szpitalu i swiadomoscia ze mama moze umrzec... a ja pilam pyszniutkie napoje dalej. bo niby skad mmialam wiedziec,ze ich pic nie mozna. rozrabialam je i zabieralam w butelkach do szkoly. zamiast cwiczyc wiecej,ja cwiczylam mniej. no i tak sie zaczela Historia Mojego Tycia. ze szczuplego dziecka zrobilam sie pulchniutkim bachorkeim. gdy dorastalam nie bylam strasznie chuda,ale mialam lekko nadwage i bylo mnie wg rodzicow za duzo. mi to nie pszeszkadzalo. nikt mi nie dokuczal z tego powodu. ani koledzy ani kolezanki. zylam i dorastam w tolerancyjnym srodowisku. akceptowana mnie taka jaka bylam. wiec czym tu sie mialam martwic. nie mialam kompleksow. nawet na badaniach u higienistki w podstawowce nikt mi nie mowil ze waze za duzo,choc wiem, ze tak bylo ja wazylam z dobre 60 kg a rowiesniczki byly daleeeeko za mna:) ale nie spotykaly mnie zadne przykrosci. zaczely troszke pozniej miec miejsce takie zdarzenie-w szkole srednije. zostalam okrzyknieta cycata... hmmm nie mialam ogromnego biustu, wieksze b, ale widocznie mialam wiekszy od kolezanek<jak przypomne sobie teraz - plaskich jak deski>. juz wtedy zaczelam sie zastanaiwac o co im chodzi.. wazylam okolo 70 kg. dokladnie nie pamietam.. ale jak widze fotki z tamtego okresu.. kurcze niezla dzaga bylam;) ludzie zaczeli mi troche dokuczac. ja - wyrastajac w toleraancjnym srodowisku- nie mialam zadnych kompleksw. smialam sie z kolezanek wazacych po 50 kg, ktore mowily mi,ze sa grube. ja mowilam ze jestem chuda(bo swiadomosc o naddwadze zaczelam posiadac w sredniej szkole),ale nie mam kompleksow i jak komus sie cos nie podoba,to neich nie patrzy na mnie, oraz mowilam ze jesli mam troche zbednych kg to nie jest to powod do zamkniecia sie w domu i alienacji. tak wiec zylam sobie spokojnie i bez problemow. waga mi nie przeszkadzala. bylam ladna,sympatyczna i z poczuciem humoru. niestety nie oglam znalezc sobie chlopaka. nie wiedzialam czemu,bo zawsze jacys adoratorzy byli. miedzyczasie tylam sobie na plasczyznie paru lat w sredniej. w miedzyczasie spotkalam milosc swojego zycia:)upragnionego,wyczekanego ksiecia z bajki.... cdn



Temat: Linie do likwidacji - pytanie


No po prostu rewelacja. Niniejszym dowiedzielismy sie, ze madrosci
zawarte na SMTS sa nam podane do wierzenia i nie podlegaja dyskusji.
madrosci ustala rada starszych na zamknietym posiedzeniu. Interpretacja
postanowien rady zajmuje sie guru, do ktorego nalezy kierowac wszelkie
pytania, z zachowaniem pelnej dyskrecji. Zadawanie pytan na glos uwazane
jest za publiczne kwestionowanie postanowien rady i podlega karze
wygnania.


[zignoruje tekst powyzej]


Pytanie dodatkowe: czy gdybym zapytal o to, czy brak "wezyka" w SRJP w
rozkladach pociagow dalekobieznych na wysokosci p.o. W-wa Olszynka
Grochowska oznacza, ze jezdza one przez ten przystanek, to zostalbym
odeslany do KOW, Zakladu Kwalifikowanych Przewozow Pasazerskich, a moze
do drukarni czy do droznika, ktory zamyka tam szlabany?


Widze, ze z angielskim u Ciebie kiepsko, wiec przetlumacze:

"Pytania DOTYCZACE (serwera) kolej.pasjo.net.pl PROSZE kierowac
do webmasterow tego serwera, a nie na grupe dyskusyjna pl.misc.kolej"

W/w informacje o 'braku wezyka w SRJP' nie znajduja sie na serwerze,
wiec albo to byl kiepski przyklad, albo czegos tu nie rozumiem.

---
Abstrahujac od slow sz. kolegi chcialem poinformowac,
ze wiekszosc informacji zawartych SMTS pochodzi od zrodel
z tzw. pierwszej reki (czytaj informatorow PKP), albo od MK.
Wiedza webmasterow nie pozwala na weryfikowanie nadchodzacych
informacji w 100%, bo musielibysmy byc chodzacymi encyklopediami
kolejnictwa.
Dlatego pytania w stylu "cos tu nie gra" prosilbym kierowac
najpierw do nas, po skontaktowaniu sie z autorem informacji
mozna zweryfikowac dane. Czasem nie trzeba tego robic,
jesli pewne bledy sa oczywiste. Ostatnio zaliczylismy
niescislosc w postaci powieszenia zdjecia EP07 i podpisania,
ze jest to fotka ze szlaku Koscierzyna-Chojnice.
Po informacji od jednego z internautow uprzytomnilem
sobie, ze rzeczywiscie jest tu 'cos nie w porzadku' i poprawilem co trzeba.

Nie lubie postow, ktore obwieszczaja Bog wie co
(vide: gruby blad ilostanowy na SMTS),
a w rzeczywistosci jest to tylko nastepne 3 kB informacji,
ktore musza sciagnac wszyscy czytelnicy, a nie dwie osoby.
Dobrze, ze istnieja takie osoby jak Marcin B. i
takie bledy zauwazaja, ale prosilbym o pisanie o bugach na WWW
najpierw do nas, a pozniej na grupe, jesli nie osiagniemy consensusu.
ergo:
1. telefon do przyjaciela
2. pytanie do publicznosci
;)

Jezeli bedzie odwrotnie, to obawiam sie, ze ludzie beda nam
niedlugo wyrzucac brak kazdego przecinka na WWW.
Moze jestem przeczulony, ale tak to odbieram, w koncu kazda matka
broni swego dziecka.
Nie twierdze, ze jestesmy nieomylni, dlatego czekamy na wszelkie uwagi
pod adresem WWW i serwera. Jesli ktos ma jakies watpliwosci rowniez.





Temat: Ktoś chce mnie zabić !!!
Jestem ofiarą wielokrotnych prób otrucia mnie!
Było tych prób już ponad 40 !!! Np. smarowanie klamek, deski klozetowej jakąś trucizna kontaktową... Trucizna była już dodawana mi do kawy, spryskiwany nią
był mój chleb, meble, kołdry, ubrania, siedzenia w moim
samochodzie...

Kiedyś opryskane jakąś "zjadliwą" trucizną zostały kaloryfery...
Trucizna ta, stopniowo parowała i wypełniała cały dom trującymi oparami...
Zanim to odkryłem i zlokalizowałem -musiałem spędzić całą noc na balkonie, a był początek lutego temperatura na zewnątrz -1...
Ale wolałem spać na balkonie, niż w domu, gdzie były trujące opary,
niemal "komora gazowa"...

Cały ten dramat trwa już grubo ponad rok...
Zdaję sobie sprawę, że cała ta sytuacja przypomina bardziej jakiś
tandetny brazylijski horror, niż normalne życie, ale niestety,
przysięgam, to się dzieje naprawdę...

Gwoli wyjaśnienia: w grę wchodzi sprawa dziedziczenia bardzo dużego
majątku. Z innym potencjalnym dziedziczącym ten majątek wszedłem niestety
w bardzo ostre spięcie i po tym się to wszystko zaczęło...

Sytuacja jest teraz bardzo dramatyczna, bo akcje te się nasilają !
Sprawa jest oczywiście zgłoszona na policję, ale niestety nie
mam "żelaznych" dowodów, nikogo bowiem nie złapałem na tzw "gorącym
uczynku"...

Wrogie te działania, są bowiem prowadzone, kiedy mnie nie ma w domu,
a nie ma mnie raczej przez całe dnie, ponieważ dużo pracuję...

Nie chcę tu mówić o podejrzanych, ta kwestia jest już zgłoszona na
policji. Ostatnio, kilka dni po zjedzeniu chleba, /po którym od razu
bardzo źle się poczułem/ zaobserwowałem u siebie dziwne, ciemne
prążki widoczne pod paznokciami/ dołączę tu wkrótce link do tych
fotek/

Gdzieś, w necie, wyczytałem o tak zwanych: liniach Measa,
które są jednym z objawów podtruwania arszenikiem...
Prawie pół roku temu, kilka dni po wypiciu zatrutej kawy, kiedy
myślałem, że umrę /tak źle się czułem/ też wystąpiły u mnie takie
same czarne prążki pod paznokciami... Niestety, jeszcze wówczas tego
faktu nie skojarzyłem z owym zatruciem...

I tu serdeczna prośba do Państwa...
Bardzo chciałbym się dowiedzieć jak owe linie Measa wyglądają...
Mógłbym się wtedy upewnić i miałbym pierwszy dowód w mojej
sprawie... Czy nie mają Państwo może zdjęć owych linii Measa, lub
linków do takich zdjęć ?

W necie, niestety, nie mogę ich znaleźć..

Błagam o pomoc, o poradę co mogę zrobić,
lub choćby o jakiś kontakt, link do takich zdjęć lub telefon do
kogoś, kto może mi pomóc...

Skierowany z komisariatu policji do zbadania zatrucia organizmu w
szpitalu praskim zostałem z tamtąd odprawiony słowami:
my tu nie wykonujemy takich badań...

Ludzie, ratujcie, powiedzcie co mam robić ???

Pozdrawiam!
-
Vengo

[ Dodano: Pią Gru 28, 2007 1:53 pm ]



Temat: [freelander 1.8 16v 1998r] problem z plynem chlodniczym

to chyba dosc powazna usterka, sa moze jeszcze jakies inne oznaki jej uszkodzenia??

Potencjalnie awaria nie jest taka poważna, ale biorąc nietypową konstrukcję tych nomen-omen, dobrych, mocnych i oszczędnych silników, bo właśnie ta uszczelka jest nietypowa, i a samo połączenie elementów silnika też.
I to jest największy problem z tymi silnikami.
Bardzo dużo tych silników jest po prostu niszczona przez ludzi ("mechaników"), którzy do tego silnika, przy naprawie uszczelki, podchodzą jak do "zwykłego" silnika, co jest niestety, błędem.
1. Po pierwsze - odkręcanie i dokręcanie śrub głowicy silnika. I tu też jest paradoks, gdyż producent tego silnika zaleca - co dziwi mnie niezmiernie - zupełnie wg mnie heretyczne i wręcz szalone sposoby dokręcania śrub głowicy (2 etapy po 180 stopni). Ja, gdy mi strzelił HGF w moim Poldoroverze (dwa lata temu niecałe, 102 kkm), zupełnie zignorowałem te zalecenia i odkręcałem i dokręcałem te śruby kierując się własnym pomyślunkiem i przede wszystkim, rozsądkiem, a nie tymi dziwnymi zaleceniami.
2. Po drugie - naprawa powierzchni styku głowicy i bloku silnika. W "zwykłych" silnikach tolerancja na naprawę tego jest dość duża, w silnikach klasycznych w Polonezie, jak się "zjechało" głowicę 1 mm, to nic się z tym nie działo. Za to producent silników Rovera określa tolerancję na naprawę styku głowicy na 0,2 mm (!!). To praktycznie WYKLUCZA możliwość naprawy styku głowicy na maszynach, a pozostawia jedynie ręczne dotarcie tego (też umiejętne) styku. Ja tak podszedłem w moim silniku, docierałem głowicę ręcznie, za pośrednictwem papieru ściernego nr 1000 oraz płaskiej strony szkła reflektoru krańcowego od wagonu kolejowego (jako wzorzec płaskości). Docierałem w dwóch etapach, na sucho i na morko (płyn do naczyń) do tzw. zabielenia się powierzchni głowicy. Ile mogłem zebrać materiału, nie wiem, ale były to dosłownie mikrony.
3. Po trzecie - dokręcanie śrub głowicy. W "zwykłych" silnikach, w których śruby są krótkie, grube, a uszczelki podatne (znaczy się, 'siadają' przy dokręcaniu), czyni sie to zazwyczaj w 2 -3 etapach, kończąc na momencie tak, powiedzmy, w silniku benzynowym rzędowy o rozsądnej pojemności, na wartościach 80 - 120 Nm. (W silnikach fiata w polonezach montowanych jest około 100 Nm). A w silniakch rovera - nie dośc, że producent nie zaleca dokręcania śrub zadanym momentem, to jeszcze zaleca czynić to w dwóch (!!) etapach, dokręcając śruby co 180 stopni. Kolejność, oczywiście, jest określona też.
Ja całkowicie olałem te zasady i dokręcałem po swojemu, tj. jednak kierując się momentem dokrecania, ale zdecydowałem to poczynić w siedmiu etapach (!), 20, 30, 35, 40, 35, 50 i na 55 Nm kończąc. Kolejność dokręcania zastosowałem odwrotną, niż przy odkręcaniu. Dokręcałem najpierw śruby od środka silnika (gar 2 i 2) a potem od zewnątrz (śruby garów 1 i 4). Pod koniec, śruba na kluczu miała o wiele większy kąt skręcenia, niż przemieszczenia od siły dokręcania (!). Pod koniec rączki mi się trzęsły, ale nie z wysiłku, a ze strachu, że trzaśnie. Śrub, oczywiście, nie wymieniałem i nie sprawdzałem jakiśtam ich długości. To też jakieś herezje.
Od tamtej pory (działo się to w listopadzie 2006), przejechałem do dzisiaj prawie 48 kkm i NIC się z tym złego nie dzieje, olej nie idzie do wody, woda nie idzie do oleju, nic nie przecieka, nic nie przedmuchuje.
Mówiąc szczerze, jeśli chcesz mieć to dobrze zrobione i żeby działało latami - to po piewrsze - zrób to sam, a po drugie - nie tak, jak radzi producent silnika.
Mówię to całkowicie poważnie, z autopsji moje doświadczenia z tym silnikiem.

Acha - zastosowałem uszczelkę firmy FAI, tzw. stary typ. Te nowe, dwuelementowe to też dla mnie jakiś dziwoląg. Dałem za nią dwa lata temu 160 PLN m marżą. Bez marży będzie ze 120 - 140 kosztować.

ps. Załączam widok głowicy po planowaniu. W domu to robiłem. Widać na fotce szkło po lewej stronie. Za jego pośrednictwem docierałem głowicę.



Temat: Relacja Aidy z 13 września 2008 r.
Kochane Forumki - na początku przepraszam, że nie opisałam mojego ślubnego dnia wcześniej, ale problemy ze zdrowiem mi na to nie pozwoliły. Przez chorobę nie mieliśmy podróży poślubnej, no ale jeszcze to sobie odbijemy

A TERAZ RELACJA:

Wieczór przed: Generalnie wielka nerwowa trzęsionka Suknia u rodziców, wszytko ustalone, plan na dzień następny opracowany. Przed nami ostatnia narzeczeńska noc. Wieczorem postanowiliśmy poćwiczyć taniec. Założyłam halkę i buty i próbowaliśmy zatańczyć walca. Podeptałam sobie halkę i odkryłam że w jednym miejscu ma czarną plamę.... Aaaaaa!!! oczywiście plama urosła do rangi końca świata, bo wtedy wszystko wydawało mi się 1000 razy bardziej tragiczne. Odplamiacz nie pomógł, plama została... W końcu poszliśmy spać. Mój nastrój nie był najlepszy...

Dzień ślubu RANO: Obudziłam się grubo przed 6 rano. Zrobiłam sobie meliskę na uspokojenie i jakoś przetrwałam do 7:00. Potem obudził się mój M. i jeszcze sobie poleniuchowaliśmy. Ja na 9:00 zebrałam się do fryzjerki. I od momentu kiedy pożegnałam się z narzeczonym i wyszłam z domu odpuściły mi nerwy. U fryzjerki było miło, cicho i spokojnie. Fryzurka wyszła super i o 11.30 dotarłam do domu rodziców. Dostałam śniadanie i zostałam sama. Tatuś przepadł z psem na spacerze, a mama poszła sobie do swojej fryzjerki. Mój M. telefonicznie wyznał mi, że się nudzi w domu, bo dopiero na 12:00 jedzie odebrać bukiet dla mnie. Facetom to dobrze. Totalny luzik.
O 12:00 udałam się na makijaż. Jak wróciłam do domu to nie poznałam się w lustrze. I fryzurka i makijaż zupełnie mnie odmieniły...

UBIERANIE I FOTOGRAF: Ubieranie poszło gładko - nie ma co opisywać. Lustro pokazało mi jakąś nieznaną postać, chociaż moja mama twierdziła uparcie, że to ja.... Wpięłyśmy welon i przyjechał mój narzeczony. Nie chcieliśmy tradycyjnego wyjścia z domu, więc nie było błogosławieństwa, ceregieli i tłumu ludzi. Kiedy M. wszedł - po jednym jego uśmiechu wiedziałam, że nigdy nie wyglądałam piękniej w jego oczach. Ucałował mnie i wręczył bukiet. Wyszliśmy z domu i tata zwiózł nas do fotografa.
U fotografa dziki szał - facet małpował, komentował, kręcił się jak bąk i napstrykał nam chyba sto ujęć. ?wietnie się bawiłam. Był tylko jeden problem - tren od mojej sukni - podpięcie okazało się na tyle słabe, że tren spadał i ciągnął mi się po ziemi. (Po powrocie do domu mama musiała mi go podpiąć na stałe, tzn. zszyć podpięcie, bo inaczej nie mogłabym tańczyć i cały czas szorowałabym po ziemi ogonem).
Do fotografa przyjechał po nas kierowca i już naszym ślubnym autkiem pojechaliśmy z powrotem do domu. Przez całą drogę śmialiśmy się i całowaliśmy i machaliśmy życzliwym przechodniom. Jazda była świetnym przeżyciem. W domu mama przyszyła mi tren i znów wyszliśmy, tym razem już na dobre - zbliżała się godzina ślubu i trzeba było jechać do urzędu. Ale o tym w następnym poście.... Będą też fotki
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • amed.keep.pl



  • Strona 2 z 2 • Zostało znalezionych 79 wypowiedzi • 1, 2